Słowa są bezsilne. Taka jest rzeczywistość komunikacji cyfrowej. Wysyłasz e-mail lub wiadomość tekstową, ale dźwięk ginie w hałasie. Chcesz przekazać sarkazm, czułość lub czyste rozczarowanie. Kreskówka przedstawiająca stertę śmieci często sprawdza się lepiej niż cały akapit. Potrzebujesz emoji.

Te symbole graficzne zawładnęły naszymi ekranami. Występują w wiadomościach tekstowych. Pojawiają się na stronach internetowych. Można je znaleźć nawet w przestrzeniach fizycznych, takich jak sklepy Walmart i biura korporacji. Dodają kontekst, którego brakuje zwykłemu tekstowi. Bez nich przekaz może wydawać się zimny lub niejednoznaczny. Dzięki nim zyskuje indywidualność.

Nie mówimy o starych czarno-białych emotikonach 🙂 ani 😥 emotikonach, które kolekcjonowałeś w latach 90-tych. Mówimy o pełnokolorowych ikonach o wysokiej rozdzielczości, które widzisz wszędzie. Na iPhonie. Na Androidzie. W przeglądarkach stacjonarnych. Na plakatach filmowych.

Emotikony nie są chwilową modą. Pojawiły się pod koniec lat 90-tych. Dziś rozprzestrzeniają się jak pożar. Około 75% Amerykanów używa ich codziennie. Każdego ranka wysyłanych jest ich sześć miliardów. Ten trend rozpoczął się od kilku prostych twarzy. Teraz jest to złożony język. Użytkownicy wybierają spośród tysięcy opcji wyrażania subtelnych uczuć. To nie jest tylko dla nastolatków. To specyficzny styl komunikacji.

Emoji ABC

Początki ekspresji cyfrowej przed erą emoji

Emotikony pojawiły się kilkadziesiąt lat przed emoji, stając się oryginalnym pomostem pomiędzy suchym tekstem a ludzkimi niuansami. Zanim pojawiły się kolorowe ikony, mieliśmy grafikę ASCII. Proste znaki :-) lub :-( wyrażały szczęście lub smutek. To był hack funkcjonalny.

Pierwsze udokumentowane użycie emotikonów przypisuje się Scottowi Feilmanowi, informatykowi z Carnegie Mellon University. 19 września 1982 r. zamieścił propozycję na elektronicznej tablicy ogłoszeń uczelni. Zasugerował użycie dwukropka, łącznika i nawiasów, aby wskazać humorystyczne komentarze. Cel był prosty: zapobiec nieporozumieniom. Narastały spory, ponieważ tekst nie oddawał intonacji. Decyzja Feilmana dodała kontekst.

Pomysł się rozprzestrzenił. Przyjęły to inne uczelnie. Potem zrobił to cały Internet.

Ale impuls nie jest nowy. Od wieków ludzie umieszczali w odręcznym tekście sygnały emocjonalne. Niektórzy historycy szukają prototypu emotikonu w wierszu Roberta Herricka z 1648 r. zatytułowanym „To Fortune”. Wiersz brzmi: „Na moich ruinach (wciąż się uśmiecham :)”. To sprytne użycie znaków interpunkcyjnych w celu imitowania mimiki twarzy.

Przejdź do ikon

Emoji jest ewolucją tej koncepcji. Zastępują znaki alfanumeryczne kolorowymi ikonami. Rezultat jest wizualny. To już nie są abstrakcyjne symbole. To jest obraz.

Historia zaczyna się w Japonii. W 1995 roku firma NTT DoCoMo wprowadziła ikony do swoich pagerów Pocket Bell. Urządzenia cieszyły się niesamowitą popularnością. Początkowe ikony były minimalistyczne. Symbol telefonu oznaczał „zadzwoń do mnie”. Symbol serca oznaczał uczucie.

To była mała zmiana. Świetny efekt.

Exodus nastolatków i korekta na rynku

Ostatecznie DoCoMo uprościło swój produkt. Porzucili ikony. Uważali je za dziecinne odwrócenie uwagi od produktu zorientowanego na biznes. To był strategiczny błąd.

Japońscy nastolatkowie wyszli. Przeszli na konkurencyjną platformę Tokyo Messaging. Platforma ta umożliwiła użycie ikon. DoCoMo zbyt późno zdało sobie sprawę, że zraziło do siebie ważną bazę klientów. Rynek przemówił głośno.

Standaryzacja emoji: era Unicode

Fragmentacja wczesnych japońskich systemów emoji stworzyła nowy problem. Symbole wyglądały inaczej na różnych urządzeniach. Ten brak standaryzacji utrudnił globalną komunikację.

Unicode pojawia się na obrazku. Konsorcjum Unicode pracuje nad ujednoliceniem zestawów znaków na wszystkich platformach. Integrując emoji ze standardem Unicode, zapewniono spójność. Emoji na iPhonie wygląda teraz mniej więcej tak samo jak na Androidzie.

Ta standaryzacja miała kluczowe znaczenie dla globalnego rozprzestrzeniania się emoji. Przekształciła niszową cechę języka japońskiego w język uniwersalny. Przeszkody techniczne zostały pokonane. Bariera kulturowa pozostała, ale łatwiej ją pokonać.

Dziś używamy emoji w profesjonalnych listach, nieformalnych wiadomościach i kampaniach marketingowych. Droga od dwukropka-łącznika-nawiasu do wysokiej jakości miski na owoce była długa. Odzwierciedla nasze pragnienie bycia zrozumianym. Nie tylko to, co mówimy, ale także to, co czujemy.

Technologia wciąż się zmienia. Potrzeba przejrzystości emocjonalnej pozostaje stała.

Shigetaka Kurita nie próbował zmieniać globalnej komunikacji. Po prostu próbował zmieścić reportaż w 250 znakach.

To było ograniczenie. Wczesna mobilna platforma internetowa DoCoMo, i-mode, miała sztywne ograniczenia. Inżynierowie musieli przesyłać ceny akcji i prognozy pogody bez przeciążania powolnych sieci z końca lat 90. Tekst był zbyt skomplikowany. Obrazy były zbyt ciężkie w stosunku do dostępnej przepustowości.

Kurita, inżynier w DoCoMo, dostrzegł lukę. Po co opisywać pochmurny dzień, skoro można pokazać małą chmurkę?

W 1999 r., w napiętych terminach, opracował 176 konkretnych piktogramów. Proste rzeczy. Słoneczny. Widelec i nóż. Serce. Nazwał je emoji, w oparciu o e (obrazek) i moji (symbol). To nie była tylko dekoracja. To była kompresja danych.

Jak DoCoMo rozwiązał problem przepustowości

Przesyłanie rzeczywistych plików obrazów nie było możliwe. Sieci nie były w stanie udźwignąć takiego obciążenia. Rozwiązanie było genialne w swojej prostocie.

Ikony zostały wstępnie załadowane na urządzenia mobilne.

Gdy użytkownik wybrał symbol, telefon nie wysłał zdjęcia. Wysłał dwubajtowy kod. Kod ten wskazywał na obraz załadowany fabrycznie na urządzenie odbiorcy. Dwa bajty. To jest nieistotne. Był to system konwersacji oparty na obrazach, który nie zużywał przydziałów danych ani nie był przerywany przekroczeniami limitu czasu w połączeniach telefonicznych.

To zadziałało. To było szybkie. To było tanie.

Rozłączne wczesne lata

Ale system miał wadę. Działało tylko w ekosystemie DoCoMo.

Wraz z upowszechnieniem się mobilnego Internetu kompatybilność zniknęła. Jeśli wysłałeś aprobatę do użytkownika korzystającego z innego operatora, możesz otrzymać aprobatę w dół. Albo znak zapytania. Albo w ogóle nic. Symbole były dowolne. Nie było wspólnego słownictwa.

Komunikacja została zniszczona. A dokładniej fragmentarycznie.

Rozwiązanie Unicode

Jedynym rozwiązaniem była standaryzacja.

W 2010 roku zaangażowało się Konsorcjum Unicode. Ta organizacja non-profit, składająca się z firm technologicznych i lingwistów, postanowiła skodyfikować symbole graficzne. Stworzyli standaryzowaną bibliotekę.

Teraz Android, iOS i Windows używają tego samego języka podstawowego. Punkty kodowe są identyczne.

Projekt wizualny jest inny. Uśmiech Apple’a wygląda inaczej niż Samsunga. W Google wygląda to jeszcze inaczej. Ale znaczenie? To samo. Śmiech to śmiech. Serce jest sercem.

Stworzyło to niemal uniwersalny system. Przeszliśmy od zastrzeżonych ikon specyficznych dla operatora do globalnego standardu.

Nazywa się je „Śmiechem przez łzy”

Przesunięcie technologiczne było ogromne. Zmiana kulturowa nastąpiła szybciej.

Nie postrzegamy ich już po prostu jako skutecznego zamiennika tekstu. Zaczęliśmy postrzegać je jako ton. Jak emocja. Jako sposób na złagodzenie ciosu lub ulepszenie żartu.

Jednak fragmentacja nie zniknęła całkowicie. Po prostu zmieniła kształt. Teraz mamy standardowy kod, ale różne interpretacje wyniku wizualnego. A potem pojawiają się nowe postacie. Odcienie skóry. Różnice płci. Nowe nazwy zawodów.

Konsorcjum Unicode co roku dodaje setki nowych znaków. Biblioteka rośnie. Ale główny problem pozostaje.

Jak zdefiniować uczucie, na które nie ma słowa? Narysuj twarz.

Czy ma znaczenie, że twarz na Twoim iPhonie wygląda trochę inaczej niż na moim Androidzie? Przeważnie nie. Rozumiemy intencję.

Ale intencja nie zawsze jest jasna. Czasami emoji „głośnego śmiechu” jest postrzegane jako szczera rozrywka. Czasami jak zaniedbanie. Czasami można odnieść wrażenie, że jest to bierna agresja.

Technologia rozwiązała problem transmisji. Problem społeczny? To

Od 2018 roku standard Unicode obejmuje ponad 2800 różnych emoji. Liczba ta nie jest statyczna. Konsorcjum Unicode co roku przegląda około 100 nowych propozycji. Oni nie tylko zgadują. Potencjalne postacie są przesyłane do witryny Unicode w celu uzyskania publicznego komentarza. Ten krok ma na celu odfiltrowanie znaków, które są nieodpowiednie lub zbyt wyspecjalizowane.

Istnieją ścisłe zasady. Konsorcjum odrzuca emoji przedstawiające prawdziwych ludzi. Bóstwa są zabronione. Logo firmy również jest odrzucane. Jeśli pomysł przejdzie ten proces selekcji, trafi do biblioteki emoji. Programiści i producenci sprzętu uzyskują następnie dostęp do tych zasobów.

To tyle jeśli chodzi o prawa własności. Konsorcjum standaryzuje te glify, ale nie jest właścicielem ich znaku towarowego. Nie ma praw autorskich. Emoji są open source. Każdy może je wykorzystać w dowolnym celu. Możesz ich używać w produktach komercyjnych, nie płacąc ani grosza.

Ta wolność wyjaśnia istnienie filmu Emoji. Zostało to zmiażdżone przez krytyków. Być może lepiej byłoby pozostawić to na etapie rozwoju. Jednak brak ochrony własności intelektualnej oznacza, że ​​każdy może spróbować. Większość zawodzi. Niektórzy przeżywają.

Nie każde emoji zasługuje na swoje miejsce. Symbol dyskietki. Telefon analogowy. Obecnie praktycznie nie są one używane. To cyfrowe skamieniałości.

Dominują inni. W 2017 roku emoji „śmiech do łez” był najpopularniejszym emoji na świecie trzeci rok z rzędu. Na drugim miejscu znalazł się podstawowy symbol serca. Emoji „śmiejącej się twarzy” było tak powszechne, że słowniki oksfordzkie uznały je za słowo roku 2015. To coś więcej niż tylko grafika. Stało się językiem.

Jak kultura japońska wywołała boom na emoji

Dlaczego zaczęło się w Japonii? Wszystko zależy od specyficznych cech kulturowych. Japońscy konsumenci przyjęli nowe koncepcje smartfonów na wiele lat przed resztą świata. Byli pierwsi naśladowcami z konieczności i przyzwyczajenia.

Potem jest estetyka. Istnieje głęboka miłość do uroczych motywów z kreskówek. Pomyśl o mandze. Pomyśl o anime. Szum Hello Kitty nie powstał samoistnie. Odnalazł się w tym środowisku. Jest takie określenie na tę obsesję na punkcie słodyczy. Nazywa się kawaii.

Połączenie wczesnego przyjęcia technologii mobilnej i kultury kawaii dało początek emoji. Medium idealnie pasuje do przekazu. Małe ekrany potrzebowały małych, wyrazistych ikon. Kultura zapewniła język projektowania.

Plotki o brzoskwiniach i kupach

Nie możesz mrugnąć do wiadomości tekstowej. Piksele nie obsługują takich niuansów. Dlatego 92% użytkowników Internetu używa emoji, aby dodać kontekst emocjonalny do suchych i niejednoznacznych ciągów znaków. Ale znajomość slangu to tylko połowa sukcesu. Bez tego wysyłasz po prostu losowe ikony.

Weźmy brzoskwinię. Dla początkującego to tylko przekąska. Dla każdego, kto spędził w Internecie więcej niż pięć minut, brzoskwinia jest przebiegłym odniesieniem do intymnych części ciała. W połączeniu z bakłażanem rozmowa nagle nabiera szczerze dwuznacznego charakteru.

Potem jest emoji kupy. To supergwiazda wśród dziwnych ikon. Był niezwykle popularny w Japonii na początku XXI wieku. Elastyczne narzędzie do wyrażania wrogości, cierpienia lub po prostu czystej zabawy bez użycia wulgarnego języka. Do 2007 roku Google dodał go do Gmaila wraz z krążącymi muchami. Teraz jest wszędzie. Można kupić czapki w kształcie kupy. Głośniki Bluetooth w kształcie kupy. To dziwne, ale skuteczne.

Dlaczego projektowanie emotikonów wywołuje oburzenie

Ciężcy użytkownicy są fanatyczni. Zauważają każdą zmianę. Czasem te zmiany wywołują burzę oburzenia.

Ponieważ każdy gigant technologiczny tworzy własną wersję standardów Konsorcjum Unicode, ikony wyglądają inaczej w zależności od urządzenia. W 2017 roku Google udostępniło ikonę „cheeseburgera”, w której pod pasztetem znajdował się ser. Internet eksplodował. Ludzie byli wściekli. Błąd był tak oczywisty, że dyrektor generalny Sundar Pichai powiedział, że Google „porzuci wszystko inne, co robi”, aby naprawić burgera.

„Innymi słowy, emoji nie tylko wyrażają emocje, ale mogą je także wywoływać”.

To pokazuje, że design ma znaczenie. Nie chodzi tylko o estetykę. Chodzi o precyzję. Nieprawidłowo ułożona warstwa sera może kosztować firmę utratę godności.

Kto z czego korzysta: analiza kulturowa i demograficzna

Emoji to potężne narzędzie do opowiadania historii. Ale ujawniają także, kim jesteś. Ankieta Match.com wykazała, że ​​osoby używające emoji uprawiają więcej seksu niż osoby, które tego nie robią. Czy istnieją twarde dane, które to potwierdzają? Być może nie. Ale korelacja jest oczywista.

Preferencje regionalne są bardzo zróżnicowane. W Wielkiej Brytanii króluje emoji z kieliszkiem wina. Amerykanie wolą koronę. Australijczycy skłaniają się ku emoji związanym z narkotykami. To dziwna mapa kulturowa, narysowana małymi obrazkami z kreskówek.

Zmieniły się także opcje odcieni skóry. Początkowo wszystkie emoji były białe. Następnie w 2015 roku Konsorcjum Unicode zmieniło standardowy kolor na żółty (podobnie jak postacie Simpsonów), umożliwiając użytkownikom wybór jednego z pięciu odcieni skóry. Stały się natychmiastowymi hitami. Co ciekawe, opcja „bladej skóry” wyszła w USA z mody, nawet wśród białych użytkowników. Wydaje się, że standardowy żółty kolor przejął kontrolę, chociaż Afroamerykanie i inne grupy nadal używają ciemniejszych odcieni skóry. To subtelna zmiana w tożsamości cyfrowej.

Kiedy emoji zawodzą: konsekwencje prawne i zawodowe

Niewłaściwe użycie może oznaczać, że jesteś niedojrzały. Albo, co gorsza, jako osoba oderwana od rzeczywistości. Jedno z badań wykazało, że w przeciwieństwie do prawdziwego uśmiechu, uśmiechnięte emoji nie zwiększają postrzegania ciepła. W rzeczywistości zmniejszają poczucie kompetencji. Niskie kompetencje utrudniają wymianę informacji. Twoi współpracownicy mogą zacząć wątpić w Twoją inteligencję, jeśli przesadzisz z uśmiechniętymi twarzami.

Ale ryzyko wykracza poza politykę biurową. Cyfrowe emoji mogą mieć realne, namacalne konsekwencje. Nie mówimy o wysłaniu bakłażana twojej mamie. Mówimy o czasie spędzonym w więzieniu.

W 2015 r. aresztowano dwóch mężczyzn z Karoliny Południowej. Za pomocą Facebooka wysłali określoną sekwencję: pięść, wskazująca dłoń i karetka. Urzędnicy zinterpretowali to jako zagrożenie dla bezpieczeństwa fizycznego. Mężczyźni próbowali już zaatakować właściciela domu w jego mieszkaniu. Emotikony stały się dowodem intencji.

Na początku 2016 roku Francuz otrzymał trzymiesięczną karę więzienia. Wysłał swojej byłej dziewczynie emoji broni. Sąd orzekł, że wiadomość stanowiła groźbę śmierci. Nie padł ani jeden strzał. Nie padło ani jedno słowo. Tylko ikona.

Koszt nieporozumienia: lekcja za 2000 dolarów

W Izraelu w 2017 r. wynajmujący otrzymał podekscytowane emotikony od potencjalnych najemców. Butelka szampana. Wiewiórka. Inne szczęśliwe symbole. Zakładał, że transakcja została zawarta. Aby je pomieścić, zdjął nieruchomość z rynku.

Kiedy najemcy odmówili zawarcia umowy, złożył wniosek do sądu ds. drobnych roszczeń. Chciał odzyskać pieniądze utracone podczas wycofania domu z rynku. Wygrał około 2000 dolarów odszkodowania.

Moralność? Wartość obrazu wynosiła co najmniej 2000 dolarów. Niejednoznaczność ma swoją cenę. Jeśli nie będziesz ostrożny, Twój emoji może Cię kosztować wszystko.