To jak gigantyczna cyfrowa gra w tagi. Wyciągasz rękę. Nawiązujesz połączenie. Dotykasz każdego, kogo znajdziesz w Internecie.

MySpace i Facebook nauczyły nas tego rytmu. Na tym zbudowali swoje imperia. Jednak mniej więcej w połowie pierwszej dekady XXI wieku pojawił się nowy konkurent, który zastosował inną strategię. Nazywała się Tagged.com.

Użytkownikom obu gigantów interfejs Tagged wydawał się znajomy. To nie było odkrycie na nowo. To był remiks. Ale podstawowy mechanizm był charakterystyczny.

Jak tagowanie zmieniło zasady gry społecznościowej

Johann Schleyer-Smith i Greg Tsang uruchomili platformę w 2004 roku. Byli absolwentami Uniwersytetu Harvarda. Ich cel był konkretny. Chcieli zdominować grupę wiekową od 13 do 19 lat.

Ale ich metoda była inna.

MySpace i Friendster były cyfrowymi rozszerzeniami Twojego prawdziwego kręgu znajomych. Dodałeś kolegów z klasy. Dodałeś kuzynów. Tagged zrobił to inaczej. Podkreślił odkrycie społeczne.

Celem nie było odzwierciedlenie Twojego życia offline. Celem było jego rozwinięcie. Szybko.

Użytkownicy mogli poznawać nieznajomych w oparciu o wspólne zainteresowania. Ważna była prędkość. Ważna była skalowalność.

W październiku 2006 roku zniesiono ograniczenia wiekowe.

Dlaczego to miało znaczenie?

Ponieważ rynek dla dorosłych był ogromny. Zanim zmiany demograficzne nabrały tempa, dane ukazały surową rzeczywistość. 74 procent użytkowników miało ponad 21 lat. Główna baza użytkowników była równomiernie rozłożona w wieku od 18 do 44 lat.

To nie była tylko platforma towarzyska dla nastolatków. Było to narzędzie rynku masowego.

Liczby stojące za popularnością

Rozszerzenie zadziałało. Witryna doświadczyła nie tylko zmian demograficznych. Rozkwitł.

Otagowane pochłonęło 80 milionów zarejestrowanych użytkowników. Była to liczba zdumiewająca jak na tamte czasy.

Miesięczna liczba odsłon strony osiągnęła 7 miliardów.

Ten tom ma ugruntowaną pozycję. Oznaczono go na wyższych szczeblach branży. Stała się trzecią co do wielkości siecią społecznościową w Stanach Zjednoczonych.

To było gorsze od MySpace. To było gorsze od Facebooka.

Ale objętość przyciąga uwagę i analizę.

Przy 80 milionach użytkowników panuje hałas. A po hałasie następuje skandal.

Witryna przyciągnęła zwolenników walki ze spamem. Wywołało to gniew użytkowników poczty e-mail, którzy uwikłali się w agresywne praktyki rekrutacyjne Tagged.

Zanim zaczniesz się rejestrować, musisz zrozumieć mechanikę. Musisz wiedzieć, jak działa platforma.

Korzystanie z funkcji oznaczonych

Bezpośredni dostęp. Możesz od razu zarejestrować darmowe konto.

Alternatywnie możesz otrzymać zaproszenie. Pochodzi od znajomego z Twojej listy kontaktów. Chce, żebyś zobaczył jego nowy przesłany album ze zdjęciami.

Po rejestracji interfejs wprawia Cię w nostalgię. Przypomina to MySpace. Nie przez przypadek.

Tworzysz profil publiczny. Dodaj zdjęcie. Ty definiujesz swoją obecność.

Następnie funkcje są włączone.

Możesz pisać w swoim dzienniku. Działa jak blog. Wysyłasz newslettery do znajomych. Grasz w gry takie jak poker. Oglądasz wideo.

Istnieje dziwny system zbierania „zwierzaków”. To tylko inni użytkownicy serwisu.

Ale głównym czynnikiem napędzającym są gry sieciowe.

W przeciwieństwie do Facebooka, który ogranicza Twoją sieć do osób, które znasz, Tagged zachęca Cię do poznawania nieznajomych. Pomysł jest prosty. Rozbuduj swoją sieć. Poznaj jak najwięcej osób.

Jak wchodzicie w interakcję?

Wysyłasz zaproszenia do znajomych. Robisz to na podstawie informacji profilowych. Zostawiasz komentarze. Mrugasz. Oferujesz „miłość” (luv).

Działania te sygnalizują zainteresowanie. Ktokolwiek.

Tu panuje ekonomia. Wykonując czynności, możesz zdobywać wirtualne „złoto”. Jednym ze sposobów jest udzielenie odpowiedzi na ankietę marketingową.

Używasz tego złota do zakupu cyfrowych prezentów. Prezenty dla nowych przyjaciół.

Jeśli nie chcesz hodować złota, możesz je kupić. Bezpośrednio. Korzystanie z karty kredytowej.

Dla tych, którzy chcą więcej uwagi, dostępna jest aktualizacja VIP. Kosztuje to miesięczną opłatę.

Co daje status VIP?

Odznaka VIP-a. Więcej złota. Możliwość sprawdzenia, kto ogląda Twój profil.

Jest to wielowarstwowy system zachęt. Bezpłatny dostęp. Płatne ulepszenia. Wirtualna waluta. Prawdziwe pieniądze.

Apel jest oczywisty. Ale skandale pozostają.

Ciemna magia wzrostu wirusa

Trudno uwierzyć, że portal społecznościowy stał się symbolem cyfrowej irytacji. Magazyn Time nie przyznał nagrody „Najbardziej irytująca witryna internetowa świata” przypadkowo. Winowajcą był nie tylko zły projekt, ale agresywne pozyskiwanie użytkowników. Mianowicie, jak Tagged zdobył nowych uczestników.

Większość osób przypadkowo trafiła na tę stronę poprzez podejrzany e-mail od znajomego. Temat listu? Twój znajomy przesłał nowe zdjęcia. Kliknij, aby wyświetlić. Czy to ignorujesz? Wiadomość zawierała informację, że Twój przyjaciel może pomyśleć, że go odrzuciłaś. Smutny emotikon zwiększył poczucie winy.

Kliknij „Tak”, a zostaniesz przeniesiony do ścieżki rejestracji. Aby rzekomo wyświetlić te zdjęcia, podałeś swój podstawowy adres e-mail i hasło. Tagged twierdził, że konieczna jest synchronizacja kontaktów.

Nie było żadnych zdjęć. Ani Twoje, ani Twoich znajomych. W momencie rejestracji Tagged pobiera Twoją książkę adresową i wysyła te same e-maile z prośbą o obejrzenie moich zdjęć do wszystkich kontaktów na Twojej liście. Nic nie pobrałeś. Odbiorcy zobaczyli zaproszenie do przeglądania albumów, które nie istniały.

Po co ryzykować reakcję? Warunki użytkowania wyraźnie przyznają Tagged prawo do wykorzystywania Twoich danych osobowych w celach handlowych za pośrednictwem poczty elektronicznej. Chcieli, żebyś szerzył markę. Właśnie to zrobiło wymuszone zbieranie kontaktów. To również niepokoiło ludzi.

Proces rejestracji wymagał czegoś więcej niż tylko adresów e-mail. Użytkownicy zostali poproszeni o podanie numerów telefonów komórkowych, aby mieć szansę na wygranie nagród pieniężnych. Tarcie było duże. Napięły się skargi.

W czerwcu 2009 roku założyciel Greg Zeng przyznał się do problemu. W jego poście na blogu potwierdzono ponad 2000 skarg dotyczących procesu rejestracji. Tagged obiecał ograniczyć niechciane masowe e-maile. Jednak szkoda dla ich reputacji została już wyrządzona.

Co właściwie otrzymujesz?

Jeśli możesz znieść tarcia związane z rejestracją, platforma jest użyteczna. Funkcjonuje jako legalny serwis społecznościowy. Miliony częstych gości utrzymują go przy życiu.

Narzędzia wyszukiwania są potężne. Użyj polecenia wyszukiwania, aby filtrować według szkoły średniej lub kodu pocztowego. Wyniki wypełniają zarejestrowani użytkownicy. Widziałeś kogoś znajomego? Wyślij wiadomość. Skontaktuj się.

Wyszukiwanie słów kluczowych w profilu zapewnia więcej szczegółów. Szukasz fotografów w swojej okolicy? Wpisz „fotograf”. Filtruj według wieku i lokalizacji. Otrzymujesz zawężoną listę. Następnie możesz zainicjować kontakt. Jest to skuteczne w przypadku wyszukiwania osób o podobnych zainteresowaniach lub tematach.

Meet Me wprowadza losowość. Ustaw kryteria, takie jak wiek i lokalizacja. System ustawia losowych użytkowników w kolejce do obejrzenia. Kliknij „Tak”, jeśli jesteś zainteresowany. Twoje zdjęcie zostanie przeniesione na ich listę Spotkaj się ze mną. Jeśli ponownie klikną „Tak”, jesteście przyjaciółmi. Żadnych gier. Tylko wzajemne porozumienie.

Pokoje rozmów umożliwiają natychmiastową interakcję. Są one podzielone według wieku i lokalizacji. Ułatwia to znalezienie osób o podobnych poglądach. Nie trzeba czekać na zbiegi okoliczności. Po prostu się przyłącz.

Platforma to nie tylko networking. Obejmuje rozrywkę. Popularne są Wojny Mafijne i różne gry w pokera. Użytkownicy mogą także pobierać albumy ze zdjęciami i oglądać filmy. Polecenie Oznacz umożliwia wysyłanie specjalnych wiadomości do nowych znajomych. Jest to sposób na potwierdzenie więzi i zaproszenie do wzajemności.

Musisz ostrożnie poruszać się po polu minowym spamu. Jednak podstawowa społeczność pozostaje aktywna. Osobom uzależnionym od mediów społecznościowych Tagged zapewnia przestrzeń do znajdowania nowych przyjaciół.

Więcej informacji na temat mediów społecznościowych i tematów z nimi związanych znajdziesz na następnej stronie.

Pułapka reputacji

Tagged nie tylko przetrwał wczesne wojny społeczne. Prosperował, stosując brudne metody.

Michael Arrington z TechCrunch zauważył, że krytycy byli gotowi pogrzebać projekt. Nazywali go reliktem. Kandydat na śmierć. Ale liczby mówiły co innego. Do połowy 2007 roku Tagged był rentowny. Szybko.

„Tagowanie staje się opłacalne – może to być najszybciej rozwijająca się sieć społecznościowa.”

To nie było szczęście. To była skala. Platforma rozwijała się tak szybko, że wyprzedziła konkurencję w zakresie zarabiania na niej, a nawet jej zrozumienia. Zauważyły ​​to największe media. BusinessWeek podał, że małe witryny były sprzedawane po zawyżonych cenach. Dlaczego? Ponieważ mieli młodą publiczność, której potrzebowali giganci. Za pieniądze można kupić popularność lub przynajmniej dostęp do niej.

Cena komunikacyjna

Ale był haczyk. Wzrostowi towarzyszył bagaż problemów.

Grupy konsumentów zwróciły uwagę na oszustwa e-mailowe na Tagged.com. Użytkownicy otrzymywali ataki phishingowe pod przykrywką powiadomień. BBB wydało ostrzeżenia dotyczące niezawodności. Snopes musiał sprawdzić plotki krążące po witrynie. Czy było bezpiecznie? Czy postępował etycznie?

Sean Gregory z magazynu Time poszedł dalej. Nazwał ją „najbardziej irytującą witryną internetową na świecie”.

Nie chodziło tylko o biuletyny e-mailowe. Chodziło o design. Interfejs agresywnie zachęcał do interakcji. Nie tylko odwiedziłeś Tagged. Zostałeś w to wciągnięty.

Odpowiedzi udzielił dyrektor generalny Greg Tsang. Jego przesłanie dla użytkowników było jasne: zignoruj ​​​​hałas. Skoncentruj się na połączeniach. Jednak szkody w postrzeganiu marki pozostały.

Tarcie geograficzne

Problemy występowały nie tylko w USA.

Gulfbase twierdzi, że skargi zmusiły firmę Qtel do zablokowania witryny na Bliskim Wschodzie. Wysokie oceny nie miały znaczenia, gdy interweniowały organy regulacyjne. Media społecznościowe mają charakter globalny. Ale prawa są lokalne.

Uwidoczniło to kluczową lukę w zabezpieczeniach niszowych sieci społecznościowych. Popularność nie równa się odporność. Jeśli przyciągniesz ogromną bazę użytkowników, przyciągniesz uwagę. Od strony reklamodawców. Od regulatorów. Od konkurentów.

Zbieranie danych

Larry Seltzer z eWeek zajrzał pod maskę. Opisał tę platformę jako „Zgromadzenie nastolatków”.

Nie fizycznie. Cyfrowo.

Model biznesowy opierał się na danych. Zachowanie użytkownika. Preferencje połączeń. Wszystko to zasilało mechanizm reklamowy. To wywołało pytania dotyczące prywatności. O zgodzie. O rzeczywistym koszcie „darmowych” sieci społecznościowych.

Daniel Nations z About.com przedstawił podział profilu. Ale statystyki nie wykazały żadnych tarć. Tarcie między doświadczeniem użytkownika a strategią korporacyjną.

Dlaczego to ma teraz znaczenie

Historia Tagged nie jest przeszłością. Jest to przypadek szybkiego skalowania.

Pokazuje, jak media społecznościowe równoważą rozwój i reputację. Konflikt jest ciągły. Dla niektórych każda funkcja stanowi wartość dodaną. Dodaje hałasu innym.

Źródła z 2009 roku są nieaktualne. Ale dynamika jest identyczna.

Spójrz na nowoczesne platformy. Ta sama debata. Te same oskarżenia. Ten sam wyścig o uwagę.

Tagged udowodnił, że można przynosić zyski, jednocześnie będąc irytującym. Udowodnił, że można odnieść sukces będąc kontrowersyjnym.

Pytanie pozostaje. Czy jest to zrównoważone?

Dane mówią, że tak. Przez chwilę. Do następnej fali. Do czasu nowego rozporządzenia. Do następnego oszustwa.

Nadal obserwujemy.